Tuesday, October 19, 2004

Kilka uwag do "Kiedy była dzieckiem".


Zamiast wprowadzenia, parę uwag, o sobie...

Pewnego dnia, kiedy moje dzieci były malutkie, staliśmy na przystanku autobusowym. Było bardzo gorąco. Sierpień.

Nagle, z naprzeciwka, dwoje dzieci, jedno krzyczy do drugiego: „Ty Arabie!”. Zaskoczona spojrzałam na moje dzieci. Młodsze miało wtedy trzy lata, dokładnie tyle ile ja miałam kiedy dzieci w przedszkolu zaczęły rzucać w nas kamieniami krzycząc: „Żydy, wynocha do Palestyny!”. Dzieci, z którymi bawiłam się dzień wcześniej.
Chciałam, żeby moje własne dzieci wiedziały, że „Arabowie” to nazwa narodu, a nie obelga. Poprzez przyjaciół moich przyjaciół nawiązałam znajomość z przedstawicielami arabskiej inteligencji zamieszkującej pewną wioskę w Galilei. Odwiedziliśmy ich. Oni odwiedzili nas. Kontakt został utrzymany. Mahmud i Lutfia Diab, z Tamry, dwie godziny drogi z Tel Avivu.

To było w 1970.

Trzy lata później młodsza siostra Lutfii, Amal, wyszła za mąż za swojego nauczyciela - Munira Diab. W tym czasie Munir obejmował kierownictwo w gminie. Tak więc w 1975 przyszedł mi do głowy pomysł, żeby zorganizować spotkanie młodzieży z Tamry i sąsiedniego żydowskiego miasteczka z arystami zarówno arabskimi jak i żydowskimi.

Munir był zachwycony, tak naprawdę to dzięki niemu cały ten pomysł wypalił. Na spotkania i dyskusje przybywali Aharon Meged, Anton Shamas, A. B. Yehoshua. Co dwa tygodnie. Raz w Tamrze, raz w Shlomi.
Na koniec zorganizowaliśmy wieczór teatralny. Świętej pamięci Peter Fry kilkakrotnie przyjechał, żeby nauczyć ich improwizacji teatralnej.
Od samego początku ograniczyłam swoje zaangażowanie w tym projekcie do sześciu miesięcy. Przyjeżdżałam tam co każde dwa tygodnie.


Shlomi znajduje się osiemset metrów, pół mili, od granicy z Libanem. W tym czasie w ciągu nocy terroryści zamordowali matkę i jej dwuletnią córeczkę. W pobliskim Dovev. Ale ludzie wciąż przychodzili na nasze spotkania i z wielką chęcią brali w nich udział. Choć podczas jednego z tych spotkań, w Shlomi, ktoś powiedział:

„Już dobrze. Tylko wy wracacie do Tel Avivu, a my zostajemy tutaj nie wiedząc, co terroryści mogą nam od strony gór zgotować”.

W moim mieszkaniu w Tel Avivie mieszkaliśmy wtedy w piątkę na czterdziestu metrach kwadratowych. Ani własnego pokoju, ani nawet sypialni tam nie było.


Pomyślałam wtedy, że gdyby było takie miejsce, w którym artyści spędzaliby kilka tygodni lub miesięcy, tak, że spokojnie mogliby tworzyć, wtedy skorzystaliby zarówno oni jak i gmina. A tego potrzebowaliśmy.

Wróciwszy do Tel Avivu zaczęłam przekonywać wszelkich możliwych ludzi i organizacje, że właśnie tak, i że koniecznie trzeba to zrobić.

Niektórzy odpowiadali „No co ty?”, a niektórzy „Czemu nie, zrób to.”

W tych dniach świat dzielił się dla mnie na fantastów i na sprawców. Dwie rozłączne grupy. A do której ja należałam? Ja miałam pomysł, oni powinni go wykonać. Ale przez cały czas mnie to zajmowało, cały czas gryzło.

W 1984 zebrałam się w sobie, „Zamierzam stworzyć takie miejsce.” Teraz ruzmiem, że dopiero w tamtej chwili przeistoczyłam się w dojrzałego obywatela.

To niełatwe. Trzeba iść w świat uginając się w pokłonach.
Bo bez pieniędzy się nie da.
W ciągu tych wszystkich zmagań i trudności, zarówno w Europie i w Stanach Zjednoczonych, odwiedzałam księgarnie. Żeby znaleźć pocieszenie. I tak myślałam: Tyle książek, tyle pisarek, kobiet! Kim one są?







* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Tłumaczenie z angielskiego: Natalia
(za Notes on Once She Was a Child tłum. z hebrajskiego na angielski: Michal Sapir)

Google Groups Subscribe to TimeIn Tel-Aviv
Email:
Browse Archives at groups-beta.google.com