Sunday, February 06, 2005

O Dwóch Spotkaniach z Arielem Sharonem

...z których Jedno Było Jeszcze Bardziej Fascynujące Niż Poprzednie
(długi tytuł krótkiej historyjki, bez morału)

W Izraelu, choć nie jest królestwem, nierzadko można spotkać jego rycerzy.
Jednak spotkanie Ariela Sharona byłoby dla skromnej izraelskiej pisarki czymś znacznie mniej prawdopodobnym niż spotkanie w Wielkiej Brytanii którejś z koronowanych głów.
Gdzież mogłaby go spotkać?
Podczas demonstracji przeciwko inwazji na Liban?
Bez szans.
Ale stało się to znacznie wcześniej. A było to tak:


Jak Spotkałam Ariela Sharona, cz. 1.
Wieczoru poprzedzającego Wigilię Yom Kippur w 1973, krewni z Ameryki Południowej przyjechali na wycieczkę po Izraelu. Warto pamiętać, że kilka dni wcześniej Dayan, ówczesny Minister Obrony, oświadczył, że „Nigdy sytuacja Izraela nie była tak pewna i bezpieczna!” (To jest kolejny powód, dlaczego czuliśmy się tak bezpieczni).

Nocy poprzedzającej Wigilię Yom Kippur w 1973, kiedy jest jeszcze wciąż nieznośnie gorąco, poszliśmy złożyć usznowanie bogatym krewnym, w naszych najlepszych strojach, w moim przypadku była to długa suknia z olbrzymim dekoltem.

Byliśmy wtedy we wspaniałym hotelu Hilton Tel-Aviv. Czekaliśmy na windę. A chwilę potem pstryk, brzdęk, zapaliły się światełka sygnalizujące jej przybycie, drzwi się otworzyły a w nich któż jak nie Ariel Sharon we własnej osobie. Już wtedy był dość wielki, więc nie sposób było go nie zauważyć.
Spojrzałam mu w twarz usiłując odczytać, co mogłaby powiedzieć. I faktycznie przemówiła, a właściwie to jego oczy przemówiły, choć nie do mnie a prosto w głąb mojego dekoltu.

Jak Spotkałam Ariela Sharona, cz. 2.
Kilka lat później, nie jestem w stanie przypomnieć sobie czy to było przed czy po masakrach w Sabra i Szatila. Dokładna data nie została zarejestrowana wobec nawałnicy dat szturmujących nas każdego dnia.

Byliśmy zaproszeni na Bar Micwa syna jednego z kolegów. Bar Micwa, obchodzone kiedy chłopiec kończy trzynaście lat, co do znaczenia i ważności stoi zaraz za ślubem. Jeżeli jest to uroczystość syna któregoś z kolegów, z troski o swoje własne życie, lepiej się tam pojawić.

A jeżeli ten kolega okazuje się być członkiem komitetu centralnego twojej partii? Fakt, może on być jednym pośród dwóch tysięcy innych, ale w końcu to oni wybierają przywódców.

Z troski o swoje własne życie polityczne, lepiej się tam pojawić.
I wieść się rozniosła: Arik Sharon jest wśród nas.

Poszłam do bufetu, nałożyłam kilka rzeczy na talerz i ruszyłam w stronę powrotną do naszego stolika.
Nadmieniam, że wciąż byłam piękna i młoda, taki też był i mój dekolt.

Już odchodziłam, odwracam się, i kogo widzę nacierającego wprost na zatłoczony bufet, jeśli nie, znów! Tego samego Ariela Sharona (prawie tego samego, bo już posturą znacznie większego).
Spojrzałam mu w twarz i znów jego oczy przemówiły bardzo wymownie.

Gapił się prosto w tartinki na moim plastikowym talerzu.

W mojej próżności nie chcę nawet zadawać sobie tego palącego pytania:
Co by było gdybym wtedy jechała tą windą, w tej samej sukience, ale trzymając w ręku talerz pełen jedzenia. I dlaczego po tym jak już tylu mężczyzn lustrowało mój dekolt i tylu innych wyglądało jedzenia na moich talerzach, dlaczego tak wyraźnie zapamiętałam właśnie tego?

Żądza, ach Żądza, kobiet, jedzenia, władzy, ziemi, nienasycona żądza musi poruszyć, lub złamać, niejedno kobiece serce.






* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Tłumaczenie z angielskiego: Natalia

3 Comments:

At 6:48 PM, September 27, 2004, Blogger Natalia said...

Yesternight I asked my brother to read this story, he loves it...

I've omitted one comma somewhere inside it, but I cannot find the place... yet...

PS. There must be something wrong with the time set, it shows 10 am whereas here it is 7 pm, I guess between Israel and Poland the time difference is not that huge...

 
At 11:09 PM, September 27, 2004, Blogger Corinna Hasofferett said...

Oh, so now you have a brother! Since when?

Thanks Natalia dear. Looks great. You and Mehdi are already attracting readership, a bit shy they seem to be as they come and leave on tiptoe. I assure you, Sharo is not reading this blog!

BTW, do the pater in your country use indeed the Polish way for his name. In Hebrew Sharona is in the feminine - quite an affront...

As for the date, I'm changing it right away at the format option. Thanks for pointing this flaw to me.

Also please note that I've set mutual links between the English and the respective Polish rendition.

Laila Tov Natalionet

 
At 11:23 PM, April 07, 2005, Anonymous Anonymous said...

7-go Kwietnia 2005. Czuje sie jak Eliza w krainie czarow. Disiaj moja b. dawna znajoma Koryna zjawila sie nagle w mojej skrzynce pocztowej wirtualnej. Skad mnie wynalazla po 20-u latach? A teraz ja u niej, i to po Polsku..? - Niemozliwe. W takiej sytuacji bez sensu najlepiej zrobic cos co niema sensu,i oto to. Olek

 

Post a Comment

<< Home

Google Groups Subscribe to TimeIn Tel-Aviv
Email:
Browse Archives at groups-beta.google.com